Tylko będąc dzieckiem, można być niewinnym!
Niewinne
są tylko dzieci, a ten kto w relacji pary chce zostać dzieckiem, będzie
oczekiwał od swego partnera tego, czego oczekiwać mu po prostu
najzwyczajniej w świecie nie wolno. Będzie oczekiwał zaopiekowania się
nim. Dawania mu ponad miarę. Brania pełnej odpowiedzialności za relacje.
Brania pełnej odpowiedzialności za to, jak ten pierwszy się czuje.
Brania pełnych konsekwencji za decyzję niewinnego. Czasami, aby utrzymać
taki stan rzeczy, będzie robił mu pod czaszką galaretę. Oczywiście
zarówno wśród mężczyzn znajdą się tacy, którzy bardzo, ale to bardzo
chętnie staną w miejscu tatusia lub mamusi, i będą dawać pełną garścią,
jednak jak doświadczenie moje pokazuje – to wszystko do czasu, bo
prędzej czy później takie zakłócenie porządku musi gdzieś wybić, tak jak
wybija szambo na nasz piękny angielski trawnik. Gówno z papierem
toaletowym zapląta się wśród pelargonii i żonkili w naszym ogrodzie
miłości. Miało być razem, miało być tak pięknie, miłość po wsze czasy,
ale miłość bez rozsądku, miłość bez porządku się po prostu nie udaje –
jak to pięknie ostatnio gdzieś przeczytałem. Więc te wszystkie piękne
historie o rycerzach, księżniczkach, białych koniach, czas wreszcie do
cholery jasnej odłożyć na ich właściwą półkę z napisem – baśnie i
wyobrażenia, którymi byłem karmiony jako dziecko. Czasami to trudne, bo
te baśnie są również obecne w naszych życiach codziennych, w pisemkach
pt. Pani w domu, albo Życie na patelni – w sensie na Gorąco. Gorąco musi
być, bo inaczej się nie sprzedaje. Prawda jest zbyt mało porywająca.
Marzenia są w promocji i płacimy za nie podwójnie. Po raz pierwszy
wyciągając pieniądze z portfela, po raz drugi własnym życiem.
Niewinne
mogą pozostać tylko dzieci. Niewinny mogę pozostać, tylko pozostając
dzieckiem, tylko do cholewki, im dalej w las tym trudniej to sobie
wytłumaczyć, bo już włosy na klacie urosły, dzieci mleko spod nosa mają
wytarte, pojawiają się siwe włosy, a ja ciągle, tak jakby trochę obok
tego życia.
Chcąc
pozostać dzieckiem w relacji z partnerem, nie chcemy dorosnąć, nie
chcemy widzieć świata, życia, relacji, pracy, takimi jakie są, tylko
takimi jakie chcemy, aby były. Iluzja musi się roztrzaskać o betonowe
ściany rzeczywistości. Nie ma innego wyjścia. Dlatego niektórzy klienci
się na mnie wściekają, bo niszczę im ich klocki, które tak skrzętnie
układali. Niektórzy pytają się mnie podczas ustawienia, czy mogą zgłosić
veto! Tak naprawdę, to nie do mnie ten ich sprzeciw, nie do mnie ten
ich bunt, to bunt w stosunku do rzeczywistości, a ja jestem tam tylko
wieszakiem, na którym można na chwilę powiesić płaszcz z metką „Made in
fabryka buntu małego dziecka”. Przepuszczam to przez siebie. Porządki to
nie moja zasługa, ja ich nie stworzyłem, one są nam dane, i tutaj w tym
miejscu klękają na kolana założenia NLP, które mówią, że wszystko jest
możliwe. Inny temat, kiedy indziej o tym.
Więc
wiemy już, że w relacji, aby się udała nie można pozostać niewinnym.
Trzeba umieć wziąć swoją odpowiedzialność, a z odpowiedzialnością jest
tak, że ona jest, bez względu na to, co na jej temat myślimy. Każdy
ruch, każdy krok, jest jak kamień wrzucony na taflę jeziora. Każda
decyzja powoduje konsekwencje. Czasami nawet nie wiemy jakie, i to może
być przerażające – zwłaszcza dla dziecka. Wyjścia innego jednak nie ma
moi drodzy. Takie jest życie. Każda decyzja powoduje konsekwencje.
Czasami jednak zachowujemy się, tak jakbyśmy to my decydowali o tym, czy
konsekwencje będą miały miejsce, czy nie będą miały miejsca. Tak, jakby
były decyzje dobre, i złe, ale my chcielibyśmy mieć swój udział tylko w
tych dobrych. Ktoś kiedyś powiedział, że „sukces ma wielu ojców, a
porażka jest sierotą”. Trochę tak właśnie jest. Chcemy sukcesu, a nie
chcemy porażki. Chcemy być głaskani, a nie chcemy dostać batów. Czy tak
się da? Czy z takim podejściem może się udać? Czy z takim podejściem
możemy się czegoś, w życiu nauczyć? Ten ruch, takie podejście może mieć
korzenie w naszym braku zgody na to, co dostaliśmy od naszej mamy, i od
naszego taty. Zgadzamy się na nich, w połowie, albo w jakiejś tylko
części, w tej świetlistej, w tej miłej, w tej dobrej, to co dla nas
trudne chcemy wyprzeć, a im bardziej cholera jasna chcemy to wyprzeć,
tym bardziej to „coś”, ten cień puka do naszych drzwi. Jak długo
zamierzasz udawać, że nie ma Cię w domu, słuchając pukania do swoich
drzwi?
Czasami
ludzie udają przez całe życie. Ktoś w ich życiu pojawia się, próbuje
coś pokazać, czasami coś trudnego, co robimy wtedy zazwyczaj? Wynocha !
Won ! Nie chcę Cię widzieć ! – krzyczymy. A tym samym odbieramy sobie
możliwość zobaczenia tego w sobie, i tym samym odsuwamy się od życia
takiego jakie jest. Chcemy snu, wolimy śnić, nie chcemy się obudzić,
wydaje nam się, że pobudka będzie bolesna, ale musimy wiedzieć, i mówię
to z własnego doświadczenia. Najpierw może i boli, może i czasami jest
wielki strach, czasami wielki lęk – oczywiście dla naszego małego
dziecka, które nie chce widzieć, woli sobie wyobrażać, i żyć w swoim
świecie – może najpierw boli, może i są łzy, ale potem, zaraz za rogiem
czeka wielki spokój, i siła, i taki jasny wzrok, jasne spojrzenie,
przenikliwe do granic możliwości, trzeźwe, mające kontakt z tym co jest,
takim jakie jest, a nie jakim chciałbym, aby było. Prawda leczy, iluzja
odbiera siły na drodze ku więcej – więcej relacji, więcej miłości,
więcej pracy, więcej życia, więcej znajomości, więcej pieniędzy, więcej
odpowiedzialności, więcej siły. Na ustawieniach systemowych jeżeli jest
mi to dane, to prowadzę ludzi, zgodnie z tym ruchem ku więcej.
Niewinność
należy odłożyć wśród baśnie. Na właściwą jej półkę z książeczkami dla
dzieci. Czy znacie takich ludzi, którzy ciągle pozostają niewinni? Tam
zawsze winny jest ktoś inny. Tam zawsze można usłyszeć, te piękne, i
jakże ujmujące historie o tym, jak ktoś taką osobę skrzywdził. Tam też
zawsze pojawia się osoba, która chce tej osobie coś zabrać. Szczęście,
szacunek, pieniądze, zdrowie, tym bardziej uduchowionym zdarzają się
ataki energetyczne, próby przejęcia nad nimi kontroli, wykorzystania
ich. Wiecie co? To nic innego jak ich cień pukający do ich drzwi, a Oni
wciąż udają, że nikogo nie ma w domu.
Wake
UP ! pobudka, już nie jesteś dzieckiem. Nawiązując do brania tylko tego
co dobre, co nam wydaje się dobre, i do niechęci brania tego co złe, co
nam wydaje się złe, w naszych rodzicach. Nie da się tak brać! Znaczy da
się, ale trzeba stać wtedy przed własnymi rodzicami na palcach. Jak to
jest? Już pisałem, o tym. Jeżeli siedzisz, to powstań. Zróbmy ćwiczenie.
I stań na palcach, a ja w tym czasie idę zrobić sobie kawę, i poczytać
książkę. Ty stój na palcach, nie stawaj na całą stopę. Stój na palcach.
Takie właśnie ćwiczenie zrobiłem ostatnio z klientem. Wytrzymał, kilka
minut, potem zrezygnował, bo bolało. A czy gdyby nie bolało, gdyby to
było przyjemne zrezygnowałby? Pewnie nie. Pewnie stałby jeszcze bardziej
chętnie. Musi boleć, bo miejscem dziecka w systemie rodziny
pochodzenia, jest bycie małym, przy mamie i tacie. Zakłóceniem porządku
systemowego, jest wywyższanie się ponad własnych rodziców, i to musi
powodować trudne konsekwencje. Życie nas uczy, uczy w każdej chwili, w
każdym momencie, trzeba tylko zachować swoistą uważność. Stanie na
palcach przed własnymi rodzicami męczy. Bo fakty, bez względu na ich
interpretacje są takie, że to Oni byli przed nami, a nie my przed nimi,
to oni nam dają, a my bierzemy, to oni są duzi, a my mali. Czasami mamy
różne obrazy w głowie na ten temat. Wydaje nam się, że w ten sposób
uchronimy się od złego, od bycia dokładnie takim samym jak oni, i
paradoksalnie dopiero w tej zgodzie, w wewnętrznej zgodzie, że jestem
taki sam, taka sama - jest siła na to, aby móc w swoim życiu zrobić
inaczej. Gdy proszę klientów, aby powiedzieli do mamy, lub taty – jestem
taki sam jak Ty. Dokładnie taki sam. Czują opór, czują strach, ale po
chwili sami przyznają, że chcieli przed tym uciec. A wiecie co się
dzieje, jak uciekamy przed czymś? To nas goni! Ot cholera, i jeszcze nie
chce się odczepić!
Umysł
czasami każe uciekać. Ma takie przekonanie, że nas ochroni, przed tym
co straszne. Przed tym co boli, co trudne, przed śmiercią, przed
chorobą, przed odpowiedzialnością, przed naszą winą, i przed
konsekwencjami. Ostatecznie idąc tą ścieżką, uciekamy przed życiem. Bo
życie w swojej pełni, to to co miłe i przyjemne, i to co czasami dla nas
trudne, a to co trudne jest po to, abyśmy urośli. Nie fizycznie, bo
Włochy na klacie, i kurze łapki pod oczami mamy wszyscy, ale wewnętrznie
czasami pozostajemy dziećmi, patrzącymi z tęsknotą na półkę z bajkami.
Czas zamknąć te drzwi, czas wstawać, życie wzywa, otwórz oczy, i patrz,
czuj, nie myśl, po prostu popatrz w siebie i czuj swoim ciałem, smakuj,
płacz, śpiewaj i tańcz. Życie to całość, a nie tylko rodzynki w misce z
bakaliami – kropka.
W kolejnej części, będzie ciąg dalszy. Będzie o drugiej stronie, o tym, który w relacji chce pozostać większy.
Mirosław Czarko-Wasiutycz
Coach systemowy, Coach personalny,
Trener Biznesu, Menadżer.
Nazywam się Mirosław Piotr Czarko-Wasiutycz. Urodziłem się w 1978 r. we Wrocławiu. Studiowałem Psychologię Zarządzania, i Marketing. Przez 12 lat pracowałem w mniejszych i większych firmach, a także korporacjach. Pełniłem funkcje kierownicze, dyrektorskie, ale najbardziej przypadło mi do gustu stanowisko trenera, coacha, mentora - w tym wymiarze realizuję się zawodowo. Pracuję z biznesem, i klientami indywidualnymi. Biznes wspieram szkoląc ze sprzedaży, obsługi klienta, coachingu, zarządzania, komunikacji. Przy pracy z klientem indywidualnym stosuje techniki coachingowe, i metodę Ustawień Systemowych Berta Hellingera - takie połączenie narzędzi i technik przynosi mi i moim klientom bardzo dobre efekty. Uczestniczyłem w ponad 40 warsztatach rozwoju osobistego, szkoląc się u różnych mądrych ludzi. Mam na swoim koncie ponad 3500 spotkań coachingowych, i ponad 1000 godzin spędzonych na sali szkoleniowej. Z Ustawieniami Systemowymi spotkałem się w 2005 r. Od tamtego czasu moje życie uległo olbrzymiej transformacji. Dzisiaj, po 10 latach pracy z sobą samym pomagam między innymi mężczyznom dotrzeć do ich wewnętrznej męskiej siły, którą mogą znaleźć przy swoim ojcu. Czerpiąc siłę ze zdrowych męskich korzeni pozwalam im wyciągnąć na światło dzienne, ten potencjał, który zawsze w nich drzemał, tylko czasami był przykryty kurzem zamierzchłych czasów. Kobietom pomagam dotrzeć do ich ojca, a potem powrócić w ramiona matki, do tego co żeńskie. Na terenie mojej ukochanej Polski prowadzę warsztaty Ustawień Systemowych metodą Berta Hellingera, na zaproszenie chętnie przyjeżdżam do innych krajów, prowadzić ludzi do więcej. Więcej miłości, więcej relacji, więcej pracy, więcej pieniędzy, więcej sukcesu, więcej życia w życiu. Prywatnie jestem mężem i ojcem - trójki wspaniałych dzieciaków - Aleksandra, Juli Antoniny, i Emilli Zofii.
Klientów
indywidualnych przyjmuję w Kątach Wrocławskich, lub na sesjach via
Skype. Na ternie Polski prowadzę również warsztaty Ustawień Systemowych.
Jeżeli chcesz się umówić zapraszam Cię do kontaktu.
Dane do kontaktu:
mail: info@czarko-consulting.pl
tel. +48 781 896 147
skype: czarko.consulting
www.czarko-consulting.pl






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz