| Odcięci od korzeni |
By
znaleźć oparcie sięgamy do szamanizmu czy kultur dalekiego wschodu.
Tymczasem wystarczy przypomnieć sobie jak wyglądały dwory, w których
mieszkali nasi przodkowie. Ze ścian ich domostw patrzyły
na potomnych zatroskane, zadowolone, godne, dumne lub władcze wizerunki
antenatów. Wierzono, że każdy z portretów zawiera w sobie cząstkę duszy
zmarłego, którego przedstawia. Wiara ta wywodziła się z faktu, że
portrety te z reguły były portretami trumiennymi, nazywanymi tak
dlatego, że wcześniej umieszczano je na trumnach w czasie wystawnych i
trwających nieraz wiele dni ceremonii pogrzebowych. Wpatrujące się w
naszych ziomków oblicza łączyły ze sobą dwa światy; ziemski i
pozagrobowy. W scenie z Potopu Kmicic wpadłszy w szał niszczy
portrety przodków. Zostaje za to potępiony – zadawał bowiem ciosy
„prawdziwym osobom”, a nie jedynie pomalowanym blachom czy deskom.
Dziś
ze ścian spoglądają na nas nowoczesne grafiki. Czujemy pustkę i
samotność. Dla wielu olśnieniem w tym stanie ducha jest metoda Berta
Hellingera.
Hellinger
przypomina to, co zatraciliśmy. Bez kontaktu z przodkami nie można
szczęśliwie funkcjonować. „Bez korzeni nie ma skrzydeł” - powiada. Uczy jak nawiązać z nimi kontakt.
Kim jest Bert Hellinger?
Urodził
się w 1925 roku. Studiował filozofię, teologię i pedagogikę. Wstąpił do
zakonu, w którym spędził 25 lat. Jako misjonarz wyjechał do Południowej
Afryki gdzie 16 lat pracował wśród Zulusów, stykając się z innym
wymiarem duchowości. Po powrocie do Europy został instytucjonalnym
heretykiem. Zdecydował się na wystąpienie z zakonu i podjęcie
gruntownego kształcenia psychoterapeutycznego – uczył się psychoanalizy, terapii pierwotnej Janova,
Analizy Transakcyjnej, fascynowała go terapia Gestalt. Zgłębiał także
psychoterapię systemową, w jego metodach widać elementy NLP oraz języka
Ericksonowskiego.
Hellinger
nie utknął w żadnym z kierunków terapeutycznych, samodzielnie brnął
naprzód szukając tego, co w terapii działa najskuteczniej. Ma
niewątpliwie naturę zdobywcy nowych kontynentów. Odważny,
bezkompromisowy, przez niektórych postrzegany jako wręcz bezwzględny.
Nie ma w sobie nic z terapeutów – pocieszycieli. Jego
metoda pracy jest radykalna i w pewnym sensie autorytarna. Jednocześnie w
pracy z klientem Hellinger ma postawę pełną empatii, mądrości szacunku i
zwyczajnej miłości do drugiego człowieka
Aktualnie mieszka w Alpach. Pewnie trudno go zastać w domu sądząc po częstości warsztatów jakie 82 letni terapeuta robi w Europie, Azji i Ameryce. Pisze równie wytrwale jak i podróżuje; swoją koncepcję opisał w ponad 30-tu książkach.
Ustawienia systemowe.
Jak
przekazać komuś, kto nigdy nie był zakochany paletę barw i doznań tego
uczucia? Opowiadanie o ustawieniach jest podobne do mówienia o hipnozie,
bioenergoterapii czy właśnie miłości.
Niemniej wejdźmy na salę, gdzie odbywają się warsztaty:
W kręgu siedzi około 30 osób.
- Nie mogę stworzyć trwałego związku z mężczyzną – mówi Alicja - około 40-to letnia atrakcyjna blondynka.
Terapeuta
pyta krótko o historie jej związków oraz o losy rodziny, z której
kobieta pochodzi. Alicja spośród osób na sali wybiera dwie kobiety i
mężczyznę; mężczyzna będzie reprezentował jej ojca, kobiety matkę oraz
samą Alicję. Wybrane osoby stają na środku i mają „wczuć się” w swoje
role.
W tym momencie następuje najbardziej zagadkowy, rzec można magiczny moment ustawień. Reprezentanci w efekcie niewytłumaczalnego procesu uzyskują dostęp do informacji dotyczących realnych osób, które „odgrywają”. Odczuwają
emocje, wzajemne relacje, niekiedy dolegliwości fizyczne jakie są czy
były (bo dotyczy to też osób zmarłych) udziałem konkretnych osób z
określonej, nieznanej im rodziny. Zjawisko to nazwano „wiedzącym polem”.
Próbuje się je tłumaczyć za pomocą biologicznej teorii pól
morfogenetycznych Ruperta Sheldrake'a , przywołuje się koncepcje
nieświadomości zbiorowej Junga. Nie da się jednak ukryć, że fenomen ten
jest niewyjaśniony.
Wróćmy na scenę. „Żona” próbuje nieśmiało zwracać się ku „mężowi”, ten patrzy w
przestrzeń przed sobą. Reprezentantka Alicji czuje się zagubiona i
samotna, szuka kontaktu z ojcem , ten wygląda na nieobecnego.
Terapeuta
pyta Alicję o rodziców, ich los, poprzednie związki. Alicja przypomina
sobie, że ojciec miał przed matką narzeczoną która zmarła na białaczkę. Terapeuta
dostawia reprezentantkę narzeczonej. Jej pojawienie się budzi z
uśpienia „ojca”. „Ojciec” i „narzeczona” zwracają się ku sobie,
wyglądają na bardzo bliskich sobie.
- Ciągnie mnie do tej kobiety jak magnes – mówi reprezentantka Alicji nie mogąc oderwać wzroku od „narzeczonej”.
Okazuje
się, że Alicja w głębi swej duszy, nie będąc tego świadoma utożsamiała
się ze zmarłą narzeczoną. Dała sobie nawet na bierzmowaniu imię Anna –
takie jak nosiła ta kobieta. Wówczas nie robiła tego świadomie, czuła
tylko, że to imię jest jej w dziwny sposób bliskie. Teraz ze łzami w
oczach stoi zaskoczona. Terapeuta wprowadza Alicję do ustawienia, jej
reprezentantka zrobiła już swoje, pomogła odsłonić to, co było zakryte.
-
„Całkiem mi się pomieszało…. pomyliłam siebie z tobą” mówi Alicja
patrząc z miłością na reprezentantkę narzeczonej, z trudem utrzymuje
wzruszenie.
-Pokłoń się głęboko przed jej losem – mówi terapeuta.
Powiedz
:”Szanuję twój los”. Alicja czuje, że te proste słowa sprawiają głęboką
ulgę. Oddycha głęboko. Czuje, że spada jej z serca ogromny ciężar.
Ciężar, z którym jednocześnie trudno się rozstać... Przez tyle lat była tak blisko tej nieznanej sobie kobiety…
- „Uznaję, że zrobiłaś miejsce dla mojej matki i dla mnie” – wypowiada kolejne sugerowane przez terapeutę słowa.
- „Z
tobą nie mam bezpośrednio do czynienia. Jestem tylko dzieckiem. Dorosłe
sprawy, zostawiam wam dorosłym”. „Proszę, patrz przyjaźnie, gdy pójdę
do swojej matki”. Słowa brzmią jak magiczne formuły. Jednocześnie Alicja odczuwa, że są niezwykle trafne i oczyszczające.
Teraz
Alicja jest w stanie pierwszy raz w swoim życiu popatrzeć i poczuć się
przy swoich rodzicach po prostu jak dziecko. Wreszcie może dostrzec
swoją matkę i zbliżyć się do niej. Bez tego ruchu dziewczyna nie może
stać się kobietą. Alicja czuje się wolna. Teraz w swoim sercu może
znaleźć miejsce dla innego mężczyzny. Wcześniej go nie miała.
Identyfikując się z Anną była wierna jednemu mężczyźnie – swemu ojcu.
Jednocześnie reprezentant ojca Alicji dopiero pożegnawszy się ze zmarłą narzeczoną może dostrzec swoją żonę. Matka
Alicji też czuła, że dostała swojego męża niejako kosztem ofiary
zmarłej narzeczonej i nie miała odwagi w pełni zaangażować się w
małżeństwo. Teraz, gdy wszyscy widzą, że zmarła Anna patrzy na nich
przyjaźnie – miłość w rodzinie może płynąć na nowo.
W czym tkwi sedno ustawień?
Istota sprowadza się do idei: nic w przyrodzie nie ginie oraz nikt nie jest samotną wyspą.
Spójrzmy wstecz na naszych przodków -
czyż nie stoją ich za nami tłumy! W naszych żyłach płynie krew
niepoliczonej ilości ludzi. Ludzi, którzy kochali się, kłócili, a nawet
mordowali, smucili, czegoś bali, mieli na coś nadzieje, pomagali innym…
Cała gama uczuć, doznań, doświadczeń. Całkiem jak w naszych poplątanych
duszach. A co w nas samych doskwiera nam najsilniej? Otóż to, czemu nie
mamy odwagi stawić czoła, czego się boimy i od czego uciekamy. Znany
mechanizm gruszki bokserskiej: im silniej w nią walisz pięścią, tym
mocniej w ciebie uderza.
Podobnie
dzieje się w naszych rodzinach. Członkowie rodziny – żyjący lub zmarli –
jeśli zostali wyrzuceni poza nawias naszego klanu, w pewnym sensie nie
dają nam spokoju i ciągle upominają się o należne im miejsce wśród
swoich.
O
kim z rodziny wolimy nie pamiętać? O tym, którego los budzi w nas dużą
złość, strach, smutek. Czyli na przykład o osobie, która zmarła
tragicznie lub młodo, szczególnie o zmarłych dzieciach, o kimś, kto był
nieuleczalnie chory, niepełnosprawny, kto był przestępcą, kto wiele
stracił, kto odebrał sobie życie, kto z jakichś powodów opuścił rodzinę…
Brak akceptacji – zarówno dotyczący jakiegoś aspektu nas samych, jak i
dotyczący członka rodziny – zawsze nas osłabia, a odrzucona sprawa lub
człowiek domaga się swego.
Gdy
rodzina nie zgadza się na los któregoś ze swoich członów, wówczas osoba
z kolejnego pokolenia musi niejako tą sprawę załatwić. Robi to
oczywiście zupełnie nieświadomie. I właśnie w tej dynamice Hellinger
upatruje przyczyny rozmaitych dręczących nas kłopotów. Gdy chorujemy,
jesteśmy nieszczęśliwi, nie możemy stworzyć udanego związku, z dużym
prawdopodobieństwem dzieje się tak, by mogło się dokonać swoiste wyrównanie za los odrzuconego członka rodziny. Tak, jakbyśmy nieśli dalej jego problem.
I tak jak psychoanaliza wydobywa na światło dzienne ciemną, odrzucona stronę naszego
wnętrza, tak ustawienia hellingerowskie wydobywają odrzuconych członków
rodziny. Uznanie ich, dostrzeżenie ich z szacunkiem dla ich losu
powoduje, że już nikt nie musi dźwigać ich bólu. Dręczące nas problemy
czy objawy odchodzą, bo przestają już pełnić swoją rolę „strażnika
pamięci”.
Idea bliska egzorcyzmom. Dusza uszanowana może odejść spokojnie.
Ustawienia Hellingera mają w sobie wiele z misterium.
Niektórych to pociąga, innych przeraża.
Niewątpliwie koncepcja Hellingera osadzona jest w wierze w Siłę Wyższą. Hellinger nazywa ją Duchem.
Psychologia a duchowość.
Pojawia się pytanie: czy koncepcja Hellingera jest wiedzą psychologiczną? Sam Hellinger uważą, że jego teoria mieści się w obrębie fenomenologii jako
metody filozoficznej. „Obserwuję rzeczywistość i moje pomysły
dostosowuję do tego co mi się ukazuje” -mówi. Stąd jego koncepcja
podlega nieustannej modyfikacji. Przykładowo - dopóki nie
miał młodej żony, twierdził, że związki z dużą różnicą wieku są skazane
na niepowodzenie. Odkąd takową pozyskał, wykreślił ten akapit ze swoich
rozważań...
W
tradycji psychologii istnieje myśl fenomenologiczna; jako taką
postrzega się koncepcję C. Rogera czy logoterapię V. Frankla. Ale czy
oprócz nazwy mają one coś wspólnego z podejściem Hellingera? Otóż
różnica jawi się tu podstawowa. Psycholodzy zajmują się tym, co mieści
się w obszarze umysłu ludzkiego, Hellinger szukając rozwiązań sięga do działania Absolutu .
Duchowość
ma swoje miejsce w psychologii – według wspomnianego V. Frankla wiara w
Boga pozwala dostrzec wartość egzystencji, a tym samym odnaleźć
najgłębsze poczucie sensu. Doświadczenia duchowe analizował z ogromną
finezją K.G. Jung – podkreślał jednak przy tym , że jego analiza dotyczy tego, w jaki sposób w naszej psychice
reprezentuje się Siła Wyższa. Podobny stosunek do kwestii duchowości
zajmował nurt psychologii transpersonalnej. Jednak nNikt z psychologów
nie mówił o Bogu samym w sobie. Ten teren psychologowie zdecydowanie zostawiali teologom. Zostawiali, do czasu, aż… nie pojawił się Hellinger .
Hellinger a sprawa polska…
Wchodzenie podejścia hellingerowskiego na
teren Polski jest zjawiskiem godnym analizy socjologicznej. Pierwsze
duże warsztaty w Polsce Bertowi Hellingerowi organizowała Ewa
Foley – Pierwsza Dama polskich środowisk związanych z rozwojem
psychiczno-ezoterycznym. Z takiego też środowiska wywodziły się pierwsze
osoby robiące w Polsce samodzielnie ustawienia.
Z
czasem, osobliwie wprost proporcjonalnie do rosnącej popularności i
liczebności osób na warsztatach Hellingera (zaznaczyć warto, że nie są
to warsztaty tanie), ustawieniami zaczęli interesować się psycholodzy
zajmując wobec zjawiska postawy nader skrajne.
Jedni uznali Hellingera za apodyktycznego guru, a ustawienia za zabieg zagrażający. Oczywiście zagrażający
pacjentom... Gdyby grzebnąć głębiej wyłoni się zagrożenie nie mniej
bolesne; psycholog, też człowiek… nie lubi gdy ktoś mu się wtrąca do
monopolu na rozumienie człowieka, gdy ktoś uzurpuje sobie prawo do
tłumaczenia jak funkcjonuje rodzina, a już szczególnie, gdy tego kogoś
słuchają tłumy, jakich prawdopodobnie żaden rodzimy akademicki guru nie
zdołałby zgromadzić.
Inni – z kategorii bardziej otwartej na zjawiska nieodgadnione - zachowując
wobec ustawień postawę mniej lub bardziej przyjazną uznali zjawiska
wydarzające się w tej metodzie jako wychodzące poza zakres ich kompetencji psychoterapeutycznych i włożyli całość zagadnienia do szuflady pod tytułem „ciekawe, ale nie dla nas”.
Na tym nie koniec - wśród psychologów znaleźli się i tacy, którzy uznali, że któż lepiej od psychologa potrafi radzić sobie z fenomenem ustawień. Co lepsza, uznali, że li tylko psycholog (ewentualnie psychiatra)
jest w mocy poruszać się w skomplikowanych zawiłościach pola
morfogenetycznego i rozpoznawać skąd i jak płynie energia… Zapadł
oficjalny werdykt: tylko osoby z wymienionym wykształceniem przyjmowane
będą na szkolenia sygnowane przez oficjalną stronę internetową Berta
Hellingera. Otwarłam oczy ze zdumieniem.
Psycholog ma monopol na wyczuwanie energii…?
Będąc
młodym psychologiem… (młodym duchem) sięgam usilnie pamięcią w moją
edukację i praktykę psychoterapeutyczną… no i nie znajduję szkolenia… w
zakresie wyczuwania energii, podążania za strumieniem energetycznym czy
ruchem Ducha, poruszania się w rzeczywistości, gdzie nie ogranicza mnie
czas i przestrzeń, wczuwania się w zmarłe osoby. Nigdy też jako
psychoterapeuty nie uczono mnie, by wchodzić w odmienny stan świadomości by uzyskać najtrafniejsze rozwiązanie (tak niewątpliwie pracuje sam Hellinger).
Owszem
znam dobrze i stosowałam systemową terapię rodzin, znam psychodramę –
bo te teoretycznie spośród metod psychologicznych najbliższe są
ustawieniom. I zdecydowanie stwierdzam, że bliskość ta jest bardzo
niewielka, a różnica podstawowa. Ustawienia poruszają się w przestrzeni
duchowości i energii (bioenergii?), psychoterapia klasyczna operuje w
przestrzeni psyche.
Jeśli już szukalibyśmy edukacji będącej sensownym wstępem do nauki ustawień, to pewne - choć oczywiście nie wystarczające - umiejętności znajduję w cyklu szkoleniowym dla bioenergoterapeutów czy w rozmaitych liniach związanych z rozwojem duchowym.
Sam Hellinger na temat swojej pracy wypowiada się następująco; „Pojmuję
psychoterapię jako opiekę nad duszą . Robię coś dla duszy drugiego
człowieka, by nawiązał kontakt ze swoimi siłami. Ma to w sobie coś
religijnego, duchowego.”
Hellinger
twierdzi, że jest empirystą – obserwuje fakty dziejące się w
ustawieniach, następnie buduje teorię. Niewątpliwie tak jest, aczkolwiek
metodologia Hellingera nie poprzestaje na prostym wnioskowaniu z
faktów. Przypomina w tym Junga, który uchodzić chciał za empirystę, ale
bardziej szczery i bliższy prawdy był, gdy pisał w liście do Helene
Kieler: „Psychologia analityczna służy nam wyłącznie do znalezienia
drogi prowadzącej ku doświadczeniu religijnemu i pozwalającej na
zrealizowanie naszej pełni. (…) Psychologia analityczna może nauczyć nas
postawy ułatwiającej kontakt z rzeczywistością transcendentną.”
Co dalej z ustawieniami?
Przez
lata przywykliśmy do funkcjonowania w obiegu oficjalnym oraz drugim -
podziemnym. Na przykładzie ustawień mogliśmy z rozrzewnieniem
powspominać dawne czasy…Ci, którzy z dużym powodzeniem w Polsce jako
pierwsi robili ustawienia z racji braku stosownego
wykształcenia zmuszeni byli przenieść się do podziemia. Przed nimi
pojawiające się „oficjalne” ośrodki szkoleniowe jak również oficjalna
strona internetowa zatrzasnęły swe podwoje. Paradoks tym większy, że
cała idea ustawień oparta jest na założeniu: „problemy pojawiają się,
gdy następuje wykluczenie z systemu i gdy nie uszanuje się, tych, którzy
byli wcześniej”.
Co na to sam Hellinger?
Hellinger
kilkakrotnie przyjeżdżał do Polski. Przyglądał się wszystkiemu z
niewątpliwym cechującym go głębokim spokojem wewnętrznym. Kończąc swój
ostatni warsztat w Krakowie bardzo wyraźnie przedstawił
swoją wizję rozwoju ustawień. Według niego zawężenie ustawień do
psychoterapii źle robi tej metodzie. Zajmować nimi może się każdy, kto
rzetelnie wykonuje swoją pracę, a jednocześnie ma potrzebę rozwoju, chce
coś zmienić, ulepszyć w swoim życiu. A niechże piekarz, inżynier czy
nawet psycholog, jak z czymś mają kłopot wspomogą się tą metodą.
Aby
rozpropagować ideę ustawień jako metody samorozwoju otwartej dla
wszystkich zainteresowanych trwają prace nad stroną internetową WWW hellinger.com.pl
. Wkrótce zapraszamy. Znajdą się tam między innymi informacje o
funkcjonujących już w Polsce ośrodkach szkolących w ustawieniach osoby
chętne poznać metodę, która pomoże im lepiej żyć. Prowadzi je na
przykład niemiecki psychoterapeuta Heiko Hinrichs. Na rozpoczynającym
się najbliższym szkleniu spotkają się nie tylko psycholodzy, ale i prawnicy, trenerzy biznesu, pielęgniarki…
Metoda
ustawień, to nie tylko technika, raczej sposób myślenia o świecie,
pewna filozofia życia. Jest to postawa akceptacji rzeczywistości,
spokojnej zgody na przemijalność, cierpliwości i wzajemnego respektu, a
jednocześnie dyscypliny wewnętrznej i głębokiej miłości do tego co wokół
nas, jakiekolwiek by to było.
Ustawieniami systemowymi mogą zajmować się jedynie ci, którym bliska jest refleksja J.B. Haldane: „Wszechświat nie jest dziwniejszy od tego, jak go sobie wyobrażamy – jest dziwniejszy od tego, jak możemy go sobie wyobrazić”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz