środa, 9 grudnia 2015

pojednanie, zima 2010/11
zima most.jpgPatrząc na etymologię słowa pojednanie dostrzegamy, że mówi ono o „stawaniu się jednym” czyli o łączeniu tego, co było rozdzielone.
Grudzień w naturalny sposób prowadzi nas w kerunku pojednań. Być może chłód na zewnątrz sprawiał, że od stuleci ludzie po ekspansywnych ciepłych miesiącach teraz gromadzili się wspólnie, siadywali przy stole i mieli czas na refleksję… nadszedł czas by się pogodzić. Rytuał wieczerzy wigilijnej pomagał wyciągać rękę do tego, z kim było się skłóconym, puste miejsce przy wigilijnym stole zapraszało nieznanego gościa jakbyśmy mówili ”choć się nie znamy, możesz być jednym z nas”. Jesteśmy jednym z wrogiem, jesteśmy jednym z obcym, stajemy się równi... czas na pojednanie.
 
Pojednanie jest potrzebne tam, gdzie coś zostało rozdzielone.
Naszym udziałem są rozmaite konflikty; od tych najbardziej osobistych – konfliktów przebiegających w naszym wnętrzu, poprzez konflikty międzyludzkie; rodzinne, sąsiedzkie, zawodowe, aż do większych konfliktów społeczno – narodowościowych.  Konflikty są częścią życia, dzięki nim niekiedy robimy znaczny krok naprzód. Nie wydarzyłby się on w spokoju zgody. Konlikty są motorem zmiany, częścią ruchu, niekiedy powodowanego przez nas samych, niekiedy znacznie od nas większego, ruchu, w który jesteśmy wciągnięci. Czy moglibyśmy istnieć bez konflktów?
Czy konflikty na  wielu dośwadczanych przez nas płaszczyznach (wewnętrznej, międzyludzkiej, społecznej, narodowościowej) mają ze sobą coś wspólnego? Czy rozwiązanie szerokich konfliktów międzyludzkich, choćby narodowościowych nie zaczyna się w duszy konkretnego człowieka? A może konflikty w nas samych, wewnętrzne spory pomiędzy naszymi potrzebami, uczuciami są odbiciem tych większych konfliktów, w które jesteśmy często nieświadomie włączeni, tak jakbyśmy przenosili to co na zewnątrz do własnego wnętrza?
 
Konflikt powstaje, gdy mówię do innego „ty jesteś "zły", nie masz prawa, by tu być”. Mówię tak do części mnie, na którą patrzę niechętnie, mówię tak do innego człowieka. Co popycha mnie do oceniania, zarówno siebie samego jak i drugiego człowieka? Według Berta Hellingera impuls wypływa z sumienia. Sumienia rozumianego nieco inaczej niż w tradycyjnym ujęciu.
 
Poniżej fragment z książki Berta Hellingera „ WIELKI KONFLIKT od uwikłań rodzinnych do nierozwiązanych konfliktów między narodami” wyd. Czarna Owca 2010, tłum. Ewa Urbańska, str. 81
 „SUMIENIE I KONFLIKTY
 Sumienie to przede wszystkim instynktowna wiedza, która towarzyszy każdemu działaniu nakierowanemu na innych ludzi. Jest to wiedza dotycząca tego, co:
  1. jest niezbędne, aby przynależeć
  2. jestem komuś winien, bo coś od niego dostałem, albo coś złego mu wyrządziłem,
  3. jestem winien grupie, abym mógł w niej zostać i działać, czyli jaki musi być mój wkład w dalszy rozwój grupy.
 
CZYSTE I NIECZYSTE SUMIENIE
Skąd wiemy czego wymaga od nas sumienie? Mówi nam o tym poczucie winy (oznaka nieczystego sumienia) i niewinność (oznaka czystego sumienia). Nieczyste sumienie powoduje, że zmieniamy postępowanie. I wtedy znika poczucie winy. Czujemy się niewinni, mamy czyste sumienie. Sumienie nie narzuca nam tego, co powinniśmy w konkretnej sytuacji zrobić. Mamy pewną swobodę w wyborze środków. Możemy więc wypróbować różne warianty i sprawdzać metodą prób i błędów, w jakim stopniu są pomocne w pozbyciu się nieczystego sumienia.
 
MITY
Wokół czystego i nieczystego sumienia narosło wiele wyobrażeń i mitów, których nie można sprawdzić. Przypisują one sumieniu znaczenie, które – jeśli weźmie się pod uwagę to, czego można doświadczyć – mu nie przysługuje. Wśród nich znalazło się twierdzenie, że sumienie to głos Boga w naszej duszy, za którym musimy podążać. Gdyby tak było, wszyscy ludzie mieliby to samo sumienie. Wtedy na przykład w czasie wojny lub konfliktów przeciwnicy nie mogliby ze sobą walczyć – z tym samym czystym sumieniem. A tak najwyraźniej nie jest.
Sumienie przede wszystkim zapewnia nam przynależność do ważnych dla nas grup, zwłaszcza tych grup, od których należy nasze przetrwanie. Wiąże nas ono z tymi grupami niezależnie od tego, czego one od nas wymagają.   
 
SUMIENIE I GRUPA
Na początku czujemy się tak bardzo częścią grupy, ze poza tą grupą jesteśmy niekompletni i zagubieni, zwłaszcza wtedy, gdy nie możemy się przyłączyć do podobnej grupy. W grupie, która jest ważna dla naszego przetrwania każda część służy całości. Wszyscy czują się przynależni do grupy i wobec niej zobowiązani, a w razie potrzeby są gotowi poświecić się dla niej. Jednostka spełnia się w grupie i w niej przetrwa, nawet jeśli polegnie, służąc jej.
            Sumienie w mniejszym stopni służy prztrwaniu jednostki, w większym przetrwaniu grupy. Jest przede wszystkim sumienie grupy. Tylko wtedy, gdy sobie to uświadomimy i potraktujemy poważnie, zrozumiemy powody wielu zachowań; swoich własnych i innych osób, które wydawały się nam dziwne i niedorzeczne.
            Aby przynależeć, jednostka zrobi wszystko, czego zażąda ważna dla niej grupa. Gdy podąża za głosem sumienia, nie ma niezależnego „ja”. Cokolwiek będzie traktowała jako swoje „ja”, będzie tak naprawdę „ja” grupy. Dlatego tak wielu ludzi taci panowanie nad sobą, traci rozsądek i zdolność różnicowania. Stają się oni często niebezpieczni dla innych i budzą lęk.
 
BOJAŹŃ SUMIENIA
Dominacja grupy nad jednostką prowadzi do narodzin kolektywnych poglądów. Nie wytrzymują one trzeźwej oceny, jednocześnie nie dopuszczają do niej i wręcz jej zakazują. W tym momencie staje się jasne ile wysiłku kosztuje jednostkę wyzwolenie się spod wpływu sumienia grupowego i jego zaleceń. Musi ona pokonać lęk przed sankcjami. Grążą jej nimi i nakładają je na nią ci, Którzy trwają przy poglądach i zaleceniach grupy.
            Dopiero pokonawszy ten lęk, jednostka może się zmierzyć z rzeczywistością i dostrzec to, co tylko częściowo albo całkowicie wyleczy ją ze ślepoty i wyzwoli z pęt sumienia.
 
RÓWNE PRAWO PRZYNALEŻNOŚCI
Sumienie grupowe narzuca nam dwa podstawowe prawa. Pierwsze prawo brzmi; Każdy członek grupy ma równe prawo przynależności. Nie zezwala on na wykluczenie członków grupy. Dlatego wszyscy członkowie grupy mogą czuć się w granicach działania tego sumienia bezpieczni. Jeżeli mimo to ktoś zostanie wykluczony – często pod wpływem osobistego sumienia – sumienie grupowe zastępuje wykluczonego członkiem grupy  z kolejnego pokolenia. Ten członek czuje i zachowuje się tak, jak tamten wykluczony, ale ani on, ani grupa nie uświadamiają sobie tego.
            Sumienie grupowe czuwa więc nad kompletnością grupy. I chce tę kompletność przywrócić,  jeżeli zastała utracona. Nie bierze przy tym pod uwagę powodów, które doprowadziły do wykluczenia. Dlatego to sumienie jest amoralne, lub mówiąc ściślej, przedmoralne. Jest to archaiczne sumienie, które nie zna jeszcze rozróżnienia między dobrem a złem w sensie moralnym. […]
 
WCZEŚNIEJSI I PÓŹNIEJSI
Drugie prawo brzmi; Kto wcześniej był członkiem grupy, ma pierwszeństwo przed tymi, którzy dołączyli do niej później.
Jaki jest sens tego prawa i co ono powoduje? To prawo przyporządkowuje każdemu członkowi grupy miejsce odpowiadające jego wiekowi. Patrzącemu z zewnątrz to prawo wydaje się hierarchiczne. Tymczasem broni ono równości, ponieważ daje każdemu członkowi grupy te same  możliwości rozwoju i awansu. Tych możliwości nie trzeba zdobywać, nie trzeba o nie walczyć. Pojawiają się one same z siebie w miarę upływu czasu.
Dlatego to prawo zapewnia grupie wewnętrzny spokój, zapewnia porządek i spójność. Zapobiega rywalizacji walce o wyższą pozycję. Służy przetrwaniu grupy.
Kto wykracza przeciw temu prawu, staje się dla grupy wrogiem wewnętrznym. Traci praw przynależności i pod presją sumienia grupowego zostaje wyrzucony z grupy. W dawnych czasach oznaczało to, ze nie był w stanie przeżyć. Kiedy chodzi o przetrwanie grupy, także dla tego sumienia dopuszczalne jest odebranie komuś prawa przynależności.
To o czym tu piszę wynika z obserwacji, tragedie rodzinne zaczynają się wtedy, gdy jeden z członków rodziny występuje przeciw temu prawu.
 
TRAGIZM
W tragediach greckich, a także w tragediach rodzinnych widzimy, że ten, który przyszedł później, miesza się w sprawy tego, kto był przed nim. Zwykle polega to na tym, że chce za tego człowieka przejąć coś, do czego nie ma prawa. Na przykład dzieci próbują wziąć na siebie winę, zadanie lub pokutę rodziców. Podążają przy tym za swoim sumieniem i czują się niewinne. Wykraczają przeciw drugiemu prawu sumienia grupowego, ale tego nie widzą, bo sumienie osobiste żąda tego naruszenia i nagradza za nie poczuciem prawości i niewinności. Sumienie grupowe każe takie dzieci porażką. Dlatego wielkie tragedie kończą się z reguły  śmiercią bohatera.
            Bohaterowie tragiczni są w swych sercach dziećmi chcącymi zrobić coś dla tych, którzy byli przed nimi.
 
DROGI WYJŚCIA
Z wglądów wynika zrozumienie funkcji obu tych sumień: z jednej strony przeciwstawnych, z drugiej uzupełniających się. Dopiero dzięki tym wglądom możemy zrozumieć to, co nierozsądne, ślepe lub mordercze zarówno w naszym zachowaniu, jak i w zachowaniu innych ludzi. Dopiero dzięki tym wglądom dostrzegamy kulisy niektórych chorób i samobójstw, kulisy walki o władzę, którą wszyscy przegrywają.
 
ZGODA
Dzięki zrozumieniu osiąganemu tą drogą przekraczamy granice swojego sumienia osobistego, a przede wszystkim granice, które wyznacza nasze postrzeganie. Nie musimy jednak opuszczać grup, do których przynależymy. To zrozumienie służy bowiem także naszym grupom i ich dalszemu rozwojowi. Pomaga im otworzyć się na inne grupy, inne wglądy i inne możliwości, na które pod rządami sumienia  osobistego, dotychczas się zamykały. […]
 
ZŁO
Sumienie osobiste skłania nas do rozróżniania dobra i zła: mówimy, że ktoś jest dobry, a ktoś zły, że czyjeś zachowanie jest dobre, a czyjeś złe. Ale co jest złe, a co dobre? To niezwykle ograniczone pojęcie. Dobre jest to, co zapewnia nam przynależność do rodziny. Złe jest to, co zagraża naszej przynależności do rodziny.
            To rozróżnienie jest w rodzinie szalenie ważne. Pozwala nam zachować więź z rodziną. Za pomocą tego rozróżnienia oceniamy inne grupy. Są one dobre wtedy, gdy są takie, jak nasza rodzina, gdy pasują do wyobrażeń o wartościach naszej rodziny. […]
A więc dobrzy ludzie, ci tak zwani dobrze ludzie, którzy chcą pójść do nieba, nie chcieliby w żadnym wypadku w niebie spotkać ludzi, którzy są inni. Dzieje się tak pod wpływem sumienia. To ono tworzy niebo i piekło. […]
DOBRO
Dobre według praw sumienia jest to, co łączy nas z naszą rodziną i co jest zgodne z wartościami naszej rodziny. Ale każda rodzina ma swoje własne sumienie, różniące się od sumień innych rodzin. Dlatego sumienie naszej matki jest inne niż sumienie naszego ojca. A my inaczej zachowujemy się przy matce, a inaczej przy ojcu.
            Są zatem rodziny, w których uważa się za dobre coś, co w innych rodzinach postrzegane jest jako niegodne. To, co dla jednych jest dobre, dla innych jest straszne. Widzimy to w czasie wojen. Obie strony czują się z reguły dobrze, ponieważ grupy, do których należą, uważają ich czyny za dobre, a nawet za bohaterskie. Mają czyste sumienie. Ale co robią jako bohaterowie? Zabijają. Jakie więc mają czyste sumienie? Czyste sumienie dziecka. Wszyscy bohaterowie są dziećmi. Oczywiście jest w tym stwierdzeniu trochę przesady. Ale jeśli się dokładnie przyjrzymy, to zobaczymy, że terrorysta podczas wypełniania swojej bohaterskiej misji patrzy przede wszystkim na swoją matkę. Bo matki są szczególnie dumne ze swoich bohaterskich synów i córek.
 
WIELKIE DOBRO
Możemy też zauważyć, że z głębi duszy pochodzi dobro przekraczające granice sumienia. To wyższe dobro.  Łączy ono w duszy to, co zostało rozłączone. To, co sumieniu wydaje się albo dobre, albo złe, na tym poziomie zostaje złączone jako równe w obliczu czegoś większego.
            Ponad tym jest jeszcze inny, bardziej ogólny ruch, potężny ruch. Wyższe dobro jest poza tym, czego pragniemy jako dobrego i czego możemy doświadczyć jako dobrego.            
            Na tym poziomie nawet śmierć wydaje się dobra i katastrofy są dobre, zupełnie oderwane od naszego osobistego szczęścia. W tym znaczeniu ewolucja też jest dobra, mimo strat jakimi zostaje okupiona. W wyniku ewolucji powstaje coś nowego, coś, co może przekraczać nasze pragnienia i wyobrażenia.
            Jak możemy połączyć się z tym wielkim dobrem? Zgadzając się na nie – takie jakie jest  - nie pragnąc, aby było inne. Tak, może nawet je kochając. Ale nie emocjonalnie, bo nasza miłość emocjonalna jest na to za mała. Szanujemy to dobro, jako to, którego życzy sobie wyższa siła, i poddajemy się mu, czegokolwiek od nas zażąda. Zgadzając się na nie, pozostajemy spokojni, zwróceni ku wszystkim i ku wszystkiemu, dobrzy dla wszystkich i dla wszystkiego.”   
 Poniżej fragment z j.w. str. 174
 „POJEDNANIE
Zrobię teraz ćwiczenie. Zamknijmy oczy. Każdy z nas może się udać do swojej rodziny i przyjrzeć się wszystkim, którzy do nie przynależą: dobrym i złym, sprawcom i ofiarom, niewinnym i winnym. Podchodzimy do każdego z nich, kłaniamy się przed każdym  każdemu mówimy: ”Tak. Szanuję ciebie, twój los i twoje przeznaczenie. Teraz biorę cię do serca takiego, jaki jesteś. A ty możesz mnie wziąć do swojego serca”. Na koniec wszyscy razem odwracamy się w jednym kierunku, w stronę horyzontu i kłaniamy się głęboko. Przed tym dalekim Ukrytym wszyscy jesteśmy równi.”cold_heart_1.jpg    
 
 
 
 
 
Jeszcze kilka myśli dotyczących konfliktów narodowościowych.
Ustawienia hellingerowskie zostały stworzone przez Niemca Berta Hellingera, w Polsce oprócz twórcy metody ważnymi pierwszymi nauczycielami byli pierwsi uczniowie Hellingera, również Niemcy. Temat relacji pomiędzy naszymi narodami, wprost lub w sposób ukryty towarzyszy nam wszystkim, którzy uczyliśmy się od Niemców. Pojednanie jest procesem.  Do zdania "jesteśmy równi" idziemy wspólną drogą... czy ta droga ma swój koniec, czy może pozostanie drogą i dobrze, gdy na nią wkraczamy? Wspólnie przechodzimy przez różne etapy; mniej i bardziej świadome uczucia, złości, niechęci i również tego, co jest głębiej lub ponad; związania wspólnym losem. Szokujące może być odkrycie miłości leżącej na dnie owego połączenia wspólnym losem.   
Grupa Niemców przyjechała do Wrocławia na polsko- niemieckie szkolenie z Gerhardem Walperem. Dwa obrazy z tego spotkania:
  • dla wielu Niemców zaskoczenem było, że Ci, którzy zajęli Ziemie Zachodnie sami byli wypędzonymi. Gerhard Walper mówiąc o wypędzeniu podał obraz, który w moim odczuciu jest dobrym krokiem dla wszystkich wypędzonych (Żydów, Polaków, Niemców) oraz tych, którzy zajęli ich mienie. Ile tu wzajemnych obopólnych uczuć; żalu, złości, lęku, że wrócą... Wyobraźcie sobie nastepujący obraz: dawni mieszkańcy przyjeżdżają do swojego niegdysiejszego domu, zastają tam aktualnych mieszkańców, Ci mówią "o jak dobrze, że jesteście, przez te lata przechowywaliśmy coś dla was. Idą na strych i przynoszą paczkę ze starymi albumami, jakimiś osobistymi rzeczami i wręczają ją przyjezdnym". 

  • Stoimy wspólnie w Brzezince, grupa kiludziesieciu Polaków i Niemców. Obok nas śpiewa grupa młodych osób z Izraela. Stoję obok Niemca; nie da się odpowiedzieć komu jest łatwiej, komu trudniej. Pierwsze spojrzenie zawsze pada na ofiary, w tym kierunku podąża nasze współodczuwanie. Czy w ogóle możemy to sobie wyobrazić...?               Potem powoli spojrzenie kieruje się do Całości, do wszystkich. Jedyne, co jest dobrym rozwiązaniem, to głebokie skłonienie się przed Wszystkimi. Choć dla wielu brzmi to przerażająco, jestem pewna, że jest to jedyne dobre rozwiązanie. I jest ono procesem, nie da się tego "zrobić i mieć spokój". Stoimi tu razem, włączeni w wielki ruch, ze wszystkim co było; z wszystkimi wydarzeniami i odczuciami. Przed wielkim ruchem wszyscy jesteśmy mali.        
                                                                            Agnieszka Gąsierkiewicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz